Nadzieja (w tramwaju linii 12)
Paweł Antoni Baranowski
„Nadzieja (w tramwaju linii 12)”
„Nadzieja (w tramwaju linii 12)”
Na tle szarości za szybą
nagły odblask błękitu:
to tylko anioł z nieba
na maminych kolanach.
Ma płaszczyk, warkoczyki,
wpatrzone we mnie badawczo
wielkie niebieskie oczy
prześwietlają mą duszę
w poszukiwaniu prawdy.
Niespodziewanie – pytanie:
– Mamusiu!
Czemu ten pan jest taki smutny?
Mamusia jest zaskoczona!
Sytuacja – niezręczna:
– Czasami – kochana córeczko...
Czasami tak bywa; no cóż...
O! Choćby ty – pamiętasz,
jak zdechł ci chomik Gryzuś?
…Też byłaś bardzo smutna…
– Ach, tak…?
Myśl o kochanym zwierzątku
jak chmura burzowa zasnuwa
błękitne niebiańskie okna,
lecz zjawia się w nich za chwilę
iskierka współczucia i troski.
– Mamusiu!
Czy temu panu też coś zdechło?…
Czy mi coś zdechło?... Mój Boże!
Na szczęście nie pamiętam...
No, chyba że… nadzieja.
Ale to niemożliwe:
przecież to byłoby sprzeczne
z wszelkimi prawami gramatyki!
A skoro tak, to – istotnie:
nie ma żadnego powodu,
żeby choć chwilę dłużej
aż tak było mi smutno.
Dziękuję, już to rozumiem.
W milczeniu przyznam ci rację,
moja mała Agnieszko,
której nigdy nie było,
nie ma i nigdy nie będzie.
I – bez gestu – pogłaszczę
twój różowy policzek,
i ucałuję – bez ruchu –
twoje czoło i oczy
ojcowskim pocałunkiem.
Patrząc z obojętnością
na domy i sklepy za oknem,
z twarzą skamieniałą
nieuleczalnym nawykiem –
podzielę twą radość i ulgę:
z radością i ulgą wysłucham
szeptu tryumfującej dobroci:
– Mamusiu!
Ten pan już się trochę uśmiecha!
nagły odblask błękitu:
to tylko anioł z nieba
na maminych kolanach.
Ma płaszczyk, warkoczyki,
wpatrzone we mnie badawczo
wielkie niebieskie oczy
prześwietlają mą duszę
w poszukiwaniu prawdy.
Niespodziewanie – pytanie:
– Mamusiu!
Czemu ten pan jest taki smutny?
Mamusia jest zaskoczona!
Sytuacja – niezręczna:
– Czasami – kochana córeczko...
Czasami tak bywa; no cóż...
O! Choćby ty – pamiętasz,
jak zdechł ci chomik Gryzuś?
…Też byłaś bardzo smutna…
– Ach, tak…?
Myśl o kochanym zwierzątku
jak chmura burzowa zasnuwa
błękitne niebiańskie okna,
lecz zjawia się w nich za chwilę
iskierka współczucia i troski.
– Mamusiu!
Czy temu panu też coś zdechło?…
Czy mi coś zdechło?... Mój Boże!
Na szczęście nie pamiętam...
No, chyba że… nadzieja.
Ale to niemożliwe:
przecież to byłoby sprzeczne
z wszelkimi prawami gramatyki!
A skoro tak, to – istotnie:
nie ma żadnego powodu,
żeby choć chwilę dłużej
aż tak było mi smutno.
Dziękuję, już to rozumiem.
W milczeniu przyznam ci rację,
moja mała Agnieszko,
której nigdy nie było,
nie ma i nigdy nie będzie.
I – bez gestu – pogłaszczę
twój różowy policzek,
i ucałuję – bez ruchu –
twoje czoło i oczy
ojcowskim pocałunkiem.
Patrząc z obojętnością
na domy i sklepy za oknem,
z twarzą skamieniałą
nieuleczalnym nawykiem –
podzielę twą radość i ulgę:
z radością i ulgą wysłucham
szeptu tryumfującej dobroci:
– Mamusiu!
Ten pan już się trochę uśmiecha!
Ten i wiele innych wierszy można znaleźć w tomiku Pawła Antoniego
Baranowskiego „Dzień pocałunków”
~wiersze wybrane~
Wydanie pierwsze - Pan Wydawca - Gdańsk - listopad 2024 r.
Książka jest dostępna w wielu księgarniach internetowych, jak Bonito.pl; Tania książka i inne, w formie e-book oraz drukowanej.
Wydanie pierwsze - Pan Wydawca - Gdańsk - listopad 2024 r.
Książka jest dostępna w wielu księgarniach internetowych, jak Bonito.pl; Tania książka i inne, w formie e-book oraz drukowanej.
Strona informacyjna autora i kontakt:
Coming Soon

Komentarze
Prześlij komentarz